Loading...
CodziennośćRodzinny Album Rysunkowy

Co się wydarzyło w Poznaniu, zostaje w Poznaniu…

Rysunek zepsutego auta

Wyjazd na wesele do znajomego – do Poznania (300km) w ostatni weekend września pozostanie na zawsze w naszej pamięci, ten wyjazd jeszcze się dla nas nie skończył!
Tak, tak, mamy listopad. Na szczęście postanowiliśmy nie zabierać 4 letniej córki, tylko ja w 7 miesiącu ciąży i mój mąż. Pierwszy przystanek Ostrów Wielkopolski – ja tylko chciałam kupić rajtki ciążowe…

Zatrzymaliśmy się pod galerią handlową Ostrovia – swoją drogą cena za takie rajtki w H&M jest z kosmosu, za to uwielbiam naszą Gattę! Wracamy na parking, odpalamy samochód a on ani drgnie, silnik nawet nie zakaszle, nic, zero. Mąż kombinuje co zrobić, biega po parkingu i szuka życzliwej duszy żeby podładować akumulator (pierwsze podejrzenie) Ja oczywiście uważam że to świetny moment na ciążową przekąskę więc odpakowuję zabrane z domu kanapeczki – lubię jeść w podróży 😊 I ten przyjemny szelest odwijanego papieru śniadaniowego mmmm. Autko jest w międzyczasie przepychane, ładowane ale jego stan się nie zmienia. Kolejny pomysł pomocnego Pana z Ukrainy „ na popych go brać”. Jak to dobrze że teraz jest taka moda na bycie fit, siłownie i budowanie masy. Mąż znajduje 3 osiłków, wyglądali jak prosto z reklamy białek odżywczych, spisali się na 6 z plusem, autko odpaliło i po kilku telefonach podjeżdżamy do znajomego który mieszka w Ostrowie Wielkopolskim. Dzięki jego kontaktom udało się znaleźć w sobotę mechanika który szybko (4 godziny) wymienił rozrusznik.

Wiedzieliśmy że ceremonię w Kościele już przegapimy, ale około 15 ruszamy dalej. Kiedy już prawie czubkami głowy smyraliśmy zjazd z S11 do naszego hotelu „Jebudubudub” pod maską i szereg wulgaryzmów wypadających z ust mojego męża w zastraszającym tempie wybudził mnie z ciążowo-sennego letargu.
Auto ani drgnie… ,czekamy na lawetę, dookoła ekrany akustyczne. Ja analizuje możliwości ulżenia mojemu napiętemu do granic możliwości pęcherzowi, z którego maleństwo w brzuchu pod wpływem stresu postanowiło sobie zrobić trampolinę. Mąż uświadamia sobie że nie mamy AC! Na szczęście do hotelu tylko 8 km.

Laweta, hotel, wesele – od 21. Ja przy soczku, mąż trochę odreagowuje. 2 w nocy, padamy na twarz.

Niedziela – nie jesteśmy w stanie nic załatwić. Wracam pociągiem do domu – dziecko czeka i płacze w telefonie „kiedy mamusiu będziesz?” W pociągu chłopak naprzeciwko całą drogę bez skrępowania kaszle rozsiewając bakcyle na prawo i lewo, grrrr!  Myślę sobie „jak mnie zarazisz to Cię znajdę”!

Poniedziałek -Mąż zostaje w Poznaniu, załatwia mechanika…szukanie części …naprawa…

Wtorek – naprawy ciąg dalszy, mąż w Poznaniu, córka w domu chora, mnie zaczyna drapać w gardle…

Środa – naprawy zakończone, cena zbija nas z nóg, …5 450…. Już wiem że remont pokoju córki muszę przełożyć na wiosnę…. Poza tym, córka chora, ja chora….
16:00 – mąż wyjeżdża naprawionym autem z Poznania…
17:00 – mąż dzwoni że wraca pociągiem, samochód wrócił do warsztatu…..
Ciekawe jaki będzie ciąg dalszy :/ – ciąg dalszy jest taki że mamy 15 listopada, mechanik w Poznaniu nadal szuka nam skrzyni biegów w normalnej cenie.

Za 2 tygodnie mam wyznaczony termin cięcia cesarskiego więc mam nadzieję, że nie pojedziemy do szpitala rowerem lub autobusem hihihihihi – tak to jest już nerwowy chichot.

Trzymajcie kciuki, żeby wszystko się jak najszybciej i pomyślnie skończyło. Póki co to nasza najbardziej dramatyczna awaria samochodowa. Hmm nie licząc wcześniejszego auta które zostało zezłomowane po stłuczce, którą miał mój mąż ( nie z jego winy!) w drodze do…. POZNANIA!!!!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Rodzinny Album Rysunkowy