Loading...
Codzienność

Good bye telewizorku! Telewizja inna niż kiedyś.

Usiadłam sobie ostatnio z pilotem w jednej ręce i z kawą w drugiej przed TV z nadzieją, że zobaczę co to tam ciekawego w tej telewizji mi zaproponują. W związku z tym, że chwil takich w moim życiu jak na lekarstwo bo albo kawę dopijam zimną albo z nią biegam od kompa do maszyny do szycia to liczyłam na to, że tym razem wypiję ją oglądając coś przyjemnego.

No to kliku, pstryku pilotem i heloł telewizorku! Jest obraz! Jest dźwięk!

Klik, klik, pstryk! I po chwili jest wielkie rozczarowanie!

Co za gó*no nam serwuje telewizja! Miałam wrażenie że im dłużej klikam tym więcej szarych komórek ucieka gdzie pieprz rośnie: na dzień dobry zobaczyłam coś co się nazywa „Trudne sprawy”. I tu muszę przyznać, że tytuł jak najbardziej udany. Bardzo trudno się to oglądało. Tego typu programy to seriale paradokumentalne. Ładne określenie. Jak dla mnie musiałabym mieć jakieś paranormalne moce, nadludzkie aby obejrzeć chociaż jeden odcinek do końca. Gra aktorska żadna bo i aktorów żadnych nie ma w tym programie. Ludzie z łapanki. Do bani!

Klik!

Myślałam że na kolejnych kanałach będzie lepiej ale niestety. Tam była plejada gwiazd i pseudo-gwiazd. Jedna gwiazda w fartuchu robiła głupie miny gotując. I jakoś głupie miny mnie nie dziwią bo widuję je regularnie w lustrze. Jednak fakt, że format programu był zdecydowaną kopią programu Pani Kasi Bosackiej, odrzucił mnie zdecydowanie! Nie cierpię kopiowania. W żadnej branży. Zwłaszcza kreatywnej.

Klik!

O! Kolejna gwiazda! Śpiewa! Yyyy nudy, nawet nie jej kawałek tylko jakieś odgrzewane kotlety innej gwiazdy.

Klik!

A tutaj już dużo bardziej znana aktorka biegała z pędzlem i urządzała komuś balkon. Miała „fachową” pomoc innej kobiety, nie znam jej. Pozwoliłam sobie na cudzysłów bo szafka była zrobiona tak paskudnie, niedokładnie i po łebkach, że mój Leszek to by mi takiej nawet w piwnicy nie pozwolił trzymać. I kiedy już miało rozbrzmieć kolejne klik to zdążyłam jeszcze zauważyć, że ten balkon co to był urządzany w tym odcinku to należał do kolejnej gwiazdy….eeeh

Klik, klik!

Nic, no zupełnie nic. Póki jeszcze miałam trochę kawy w kubku, złapałam za laptop i napisałam rezygnację z usługi telewizyjnej. Podjęliśmy z Leszkiem taką decyzję już chwilę wcześniej. Myślałam, że coś tam w tej tv jeszcze znajdę ale niestety, utwierdziłam się w przekonaniu że to nie dla mnie. Kiedyś gdy decydowaliśmy się na Tivi priorytetem były kanały typu Discovery (Leszek) i różne babskie dla mnie.  Lubiłam oglądać programy kulinarne, o wnętrzach, architekturze ale tego niestety coraz mniej i na coraz gorszym poziomie. To na czym nam zależy znajdujemy w internecie. Jesteśmy już pokoleniem You Tube’a. Seriale również oglądamy w necie.

Zatem koniec przygody z telewizją w naszym domu. Odeszła do lamusa, tak jak teleranek i domowe przedszkole. Jak „Niebezpieczna zatoka” w niedzielny poranek czy „Dynastia” wieczorem. Jak „Dr Quinn” i Horacy w gaciach z klapką. Jak Teleexpress z Maciejem Orłosiem.

Pstryk! Ciemno!

Good bye telwizorku! Good bye telewizjo! Będziemy o Tobie opowiadać z łezką w oku naszym dzieciom.

 

Monia

2 comments
  1. Linda

    My mieszkamy w Holandii i tu tv jest na podobnym poziomie, więc nie oglądamy. Trzymamy tylko dlatego, że nas to nic nie kosztuje i 1-2 razy w tygodniu mój mąż ogląda piłkę nożną, a ja raz na ruski rok dorwę jakiś program taneczny. A tak to jest You Tube, Netflix i dvd.
    Pozdrawiam I potwierdzam, że masz lekkie pióro!😜
    Linda z lindaslifestyle.pl

    1. Monika

      Dziękuję Ci bardzo za miłe słówko o moim pisaniu 🙂 Teraz będę pisała non stop przez tydzień na fali tych endorfin 😀 Co do TV to ja płaciłam 70 zł co miesiąc i uważam, że są ważniejsze wydatki w naszym domowym budżecie. Poza tym tylko kurz zbierał ostatnio (długie ostatnio). Fajnie, że macie za darmoszkę 🙂 Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Rodzinny Album Rysunkowy