Loading...
Codzienność

Kasztanowa głowa pusta! (Tego nigdy nie rób w parku)

„Kochany, kochany
Lecą z drzewa, jak dawniej, kasztany
Wprost pod stopy par roześmianych…” śpiewała Natasza Zylska ale co jeśli te kasztany wcale nie lecą? A na parkowych alejkach czekają na nie płaczące dzieci? Zadzierają one bowiem wysoko głowy w górę i widzą potencjalne głowy i korpusy kasztanowych ludzików. I te głowy i korpusy ani myślą pacnąć w dół na alejkę.

Wtedy do gry wkracza tatuś – Pan Kasztanowa Głowa Pusta! Jednego takiego miałam ostatnio przyjemność obserwować. I robiłam to jak zoolog dzikie zwierzęta. Z daleka dla własnego bezpieczeństwa.

Tak to było:

Ostatnio byliśmy w Tychach na weekend, wiecie prawda? Obserwujecie nas na Insta to wiecie 😉 Wybrałam się z Alą do parku na spacer i jak zwykle nie obyło się bez drobnych komplikacji. Kiedy już całowałyśmy niemal bramę wejściową do parku, musiałyśmy zawrócić po Wiktora. Głośno bowiem oznajmiał babci że się wyspał i że ma ochotę na inne atrakcje. Zatem droga do parku została pokonana drugi raz w powiększonym składzie.

Park paprocański w Tychach jest piękny i uwielbiam spacerować jego alejkami. Lubię też na spacerze z dziećmi czuć się bezpiecznie. Jednak nie zawsze tak jest.

Idziemy sobie alejką i nagle Łubudum…Łubudu… Takie odgłosy słychać! I jeszcze: Yyyy, Eeeh, Yyyh – męskie sapanie. I Aaaaaaa, Łaaaaaa, Łaaaaa – płacz dzieci!

Przyspieszyłam kroku żeby zobaczyć co to tam się dzieje. I widzę taki obrazek.. Trójeczka dzieci stoi pod kasztanem i domaga się od tatusia kasztanków. Kasztanki dyndają sobie wyyysoko, wysoko ponad głową i zasięgiem rąk tatusia. Ale cóż to moje oczy widzą? Czego to „mądra” głowa tatusia nie wymyśli? Złapał Pan Kasztaniasty za sporej wielkości konar, zamachnął się i wydając z siebie ciężkie sapnięcie rzucił nim prosto w koronę drzewa.

Pyk, pyk, pyk, pac,pac,pac – słychać jak kasztanki spadają na alejkę i na trawnik

– Łapcie dzieciaki, zawołał zadowolony z siebie tatuś i pędem po konar, który upadł również na trawniku po drugiej stronie drzewa.

-Yyyh, kolejny zamach, kolejne kasztanki spadały. Niestety konar również spadł. Blisko nas, za blisko nas!

– Halo, halo! Proszę uważać, spaceruję z dziećmi, proszę nie rzucać tym konarem! To niebezpieczne! Zwróciłam uprzejmie uwagę. Nie wiem czy uwaga trafiła do niego czy do tego drewnianego kloca którym rzucał, bowiem Pan się tylko uśmiechnął uprzejmie do mnie. Jego mina mówiła „ Wypad kobieto jak się nie podoba”. Przyspieszyłam kroku i oddaliłam się. Z bezpiecznej już odległości zerkałam na rozwój wydarzeń.

Ktoś jednak moją uwagę zrozumiał i był to konar.  Zrozumiał, że nie jest mile widziany i przy kolejnym rzucie, pozostał na drzewie. Tak! On tam utknął! Na gałęziach, na których było jeszcze sporo liści. Ma tam zapewne wygodnie i z dala od Kasztaniastego, który rozglądał się za innym konarem. Jednak nie znalazł żadnego, wzruszył rękoma i rzucił do dzieci:

– Starczy Wam tych kasztanów, idziemy!

I poszli!

A konar pozostał na drzewie, dosyć wysoko i buja się na gałęziach. I tylko zastanawiam się co się stanie jak więcej liści opadnie. Jak nie będzie co już miało go podtrzymywać. A jak zawieje mocniej? A jak pod tym drzewem będą się kręciły kolejne dzieci szukające kasztanów?

 

Zatem kochani uważajcie na siebie i na dzieci w parkach. Takich Kasztaniastych bowiem nie brakuje na parkowych alejkach. Musimy być czujni.

P.S. Niestety nie byłam w stanie zatrzymać Kasztaniastego.

Monia (zatrwożona)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Rodzinny Album Rysunkowy